O autorze
sobota, 28 stycznia 2012

Witam, 

Nie spodziewałem się że rozpoczęty na SailForum jesienią 2008 roku wątek, pojawi się znowu w grudniowe dni 2011 roku, i to właśnie w takim kontekście...

Trzy lata wcześniej pretekstem do przypomnienia osoby Pana Michała Sumińskiego i odszukania Go była mała książeczka pt. "Rejsy bałtyckie". Wydana przez wydawnictwo "Prasa wojskowa", autor Michał Sumiński. Rok wydania - 1950. Znalazłem ją chyba na allegro i kupiłem za jakieś 10 zł. Wtedy też postanowiłem odszukać autora, poprosić o autograf. Pytałem na Sailforum, nie wiedział nikt, tropy prowadziły w różne strony. Potem chyba właśnie w klubie Rejsy, albo w PZŻ podano mi właściwy adres. Znalazłem w grudniu 2010 roku. Aż się zdumiałem, bo okazało się że mieszka tu, w samym sercu Warszawy, i paręnaście metrów od jego okien spacerowałem wielokrotnie... Tak się składało, że lada dzień miał mieć urodziny - 93-cie. Wypadało to w sobotę, kupiłem kwiaty i znalazłem wejście do kamienicy w samym sercu warszawskiego Starego Miasta.  Stałem na koszmarnym mrozie, dzwoniłem, dzwoniłem...nikt nie odbierał, a przecież to rocznica urodzin. Niemożliwe, myślałem,  żeby nikogo nie było w domu...W końcu pojawił się na podwórku ktoś z psem, wychodząc akurat  z tej klatki. Zapytałem... Odpowiedział mi, że skoro po kilku dzwonkach nikt nie otwiera, to żebym raczej przyszedł jutro, bo Pan Michał źle się generalnie czuje...

Przyszedłem w niedzielę, z tymi samymi kwiatami, i z książką. Zaraz po pierwszym dzwonku odezwał się w domofonie głos dojrzałej kobiety, ale nawet nie starszej pani. Przez chwilę myślałem, że się pomyliłem przy dzwonku. Okazało się że nie, i od razu, nawet nie pytając kim jestem zaprosiła mnie na drugie piętro...Wchodziłem trochę drżącymi nogami, schodami starej kamienicy, uchylone drzwi kierowały mnie prosto do ich mieszkania... Wszedłem i oczu mi się zaszkliły... Przed oczami stanął mi program Zwierzyniec, jelenie rogi, wypchane sowy, i wąsaty pan w mundurze leśnika z odwieczną lornetką na piersiach.  Tak właśnie miało być i tak było. Wszedłem do pokoju w drewnie, na ścianie w boazerii dziesiątki rogów, głów ptaków i zwierząt. Powitała mnie Pani Ewa Sumińska, uśmiechnięta że przyszedłem, i jakby oczekująca na tę wizytę. Gdy wszedłem do dużego pokoju, zrozumiałem. Na stole stały dzbany bukietów kwiatów od moich poprzedników. Dlatego też zapytała kim jestem. Pewnie oczekiwała kolejnej odpowiedzi - z redakcji takiej, czy ze stacji takiej... Była też bardzo zaskoczona i wzruszona, że jestem po prostu prywatną osobą, żeglarzem (tak powiedziałem), i mam książkę Pana Michała, i że życzenia urodzinowe...i autograf..ot takie tam...

Zaproszony do pokoju usiadłem w fotelu, z książką w ręku , trochę jak uczniak przychodzący na egzamin do znanego profesora. „Mąż je w kuchni, zaraz przyjdzie” – powiedziała. Po chwili przyszedł Pan Michał wspierany ramieniem żony. Usiadł ciężko na fotelu i słabym głosem wypytał mnie kim jestem, jaką książkę przyniosłem… Poprosiłem o autograf, widząc już, że nie będzie to długie spotkanie. Nasza rozmowa trwała kilka minut. Odprowadzany do drzwi przez Panią Ewę Sumińską, z przepraszającym spojrzeniem w Jej oczach usłyszałem „Panu Bogu prawie wszystko się udało, tylko starość mu nie wyszła”…

Nie porozmawialiśmy  o Generale Zaruskim, nie opowiedział o pływaniu w pierwszych powojennych polskich rejsach. Nie usłyszałem opowieści o ich wspólnych rejsach bałtyckich, gdy Pan Michał prowadził jeden jacht, a jego żona, Pani Ewa była kapitanem na sąsiednim jachcie. Nie usłyszałem wielu słów, po które przyszedłem. Przyszedłem kilka lat za późno….

Kapitan Michał Sumiński pochowany jest w Warszawie, na "Wojskowych" Powązkach. Grób znajduje się niedaleko pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej - w tamtym kierunku należy się kierować, gdyby ktoś chciał postawić świeczkę...

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 61